O MNIE...

Od wielu lat staram się realizować młodzieńcze marzenia. Emocje i adrenalina związane z jazdą dają mi ogromną frajdę. Poświęciłem wiele by zdobyć to co zdobyłem i nauczyć się to co umiem. Jednak przede mną jeszcze ogrom pracy i wierzę, że z moim uporem i determinacją zdobędę choćby ułamek z tego o czym marzę...

AKTUALNE OSIĄGNIĘCIA...

Po Rajdzie Karkonoskim

Udział w tegorocznym Rajdzie Karkonoskim był dla mnie niezwykle istotny z uwagi na zewsząd płynące informacje o ostatniej jego odsłonie, ponieważ od przyszłego roku o zgrozo ma zniknąć z rajdowych tras. Jak wiadomo pierwszego dnia wyeliminowała nas awaria na drugim odcinku, natomiast drugiego dnia udziału pozbawił nas zacny dzwon. Nie wdając się w szczegóły rajd okazał się wielką lekcją i uzmysłowił jeszcze bardziej, że to jest sport dla profesjonalistów. Wszelkie niedociągnięcia czy braki wychodzą w najmniej spodziewanym momencie. To nie piłka nożna gdzie źle kopniętą piłkę co najwyżej trzeba wyciągnąć z krzaków. Tu każdy błąd nawet najmniejszy boli. Tak też było tym razem. Chciałbym jednak zaznaczyć, że wszelkie niedociągnięcia leżą po mojej stronie i nikogo więcej. Będąc daleko od domu nie jestem w stanie do końca nad wszystkim zapanować i skoordynować. To jest naprawdę ciężki kawałek chleba przysparzający wielu zmartwień. Najdrobniejsze rzeczy na odległość urastają do miana wielkich problemów.

Największym kłopotem jest moja nieobecność na miejscu, a co za tym idzie permanentny brak czasu. Po dwuletniej przerwie nie sposób wsiąść prosto z samolotu i jechać dzikusem. Tym bardziej awaria pierwszego dnia uniemożliwiła naukę, a tak zakładał mój plan na pierwszy dzień.  To czego najbardziej się obawiałem czyli oswojenie z prędkością najmniej mi doskwierało. Ot wsiadłem zapaliła się zielona lampka na starcie i zero blokad, obaw. Jednak chciałbym zaznaczyć, że absolutnie nie ryzykowałem. Starałem się jechać mądrze z zimną głową mając na uwadze swoje braki. Po prostu uczyłem się wozu, opony, zawieszenia, a te pozostawiało wiele do życzenia. Wiele nowych zupełnie dla mnie elementów jak choćby szpera, której nigdy w życiu nie miałem możliwości poczuć na rękach przysparzały odrobinę kłopotów. Nie do końca wiedziałem jak się z tym wszystkim obchodzić i z metra na metr uczyliśmy się wszystkiego. Do tego inna skrzynia biegów, którą też poznawałem i czasami nie do końca trafiałem z odpowiednimi biegami w danych zakrętach.

Sporo błędów ale wynikających z nowinek jakim musiałem stawić czoła. Problemy z hamulcami tylnymi zwłaszcza lewym tyłem dawały się we znaki, ale nie zamierzam tu szukać jakiejkolwiek wymówki. Po pierwszym odcinku byłem tego świadom. Nie będę wdawał się też techniczne szczegóły bo szkoda marnować Waszego czasu. Chcąc szybko podróżować, a tylko taka opcja mnie interesuje muszę spełnić kilka rzeczy. Przede wszystkim treningi, bo konkurenci trenują przed treningami, a my nic zupełnie nigdy. Bez nich na asfaltach nie jestem jednak w stanie iść na krawędzi tak jakbym sobie tego życzył. Trzeba poznać wóz, jego gabaryty, możliwości i niuanse. Bez tego to tylko improwizacja, a zawsze staram się podchodzić do życia z głową.

Oktan spisał się doskonale to na prawdę chłop z dużymi cojones i solidna firma. Po dachu, który był Jego pierwszym dachem zachował spokój i nie panikował. Miewałem już akcje, że w panice ludzie mnie podeptali chcąc jak najszybciej opuścić wóz. Ja przecież muszę powyłączać prądy, więc nie mogę wyskoczyć jak polany wrzątkiem. Chciałbym Mu podziękować tym bardziej, że powiedział mi wprost, że z nikim innym nie chce startować bo u mnie atmosfera zawsze fajna i … Nie będę pisał bo jeszcze obrosnę w piórka.

Chciałbym przeprosić wszystkich, którzy pokładali we mnie nadzieję i wyciągali pomocną dłoń. Dla mnie to absolutnie niesamowite, że tak wielu ludzi chce uczestniczyć w moich przecież marzeniach i walce. Nie wiem jak mogę wyrazić swoją wdzięczność. Chciałem odpracować ją wynikiem ale niestety los chciał inaczej. Nie będę tym razem wymieniał Was bo nie chcę kogokolwiek pominąć. Tak liczna grupa wsparcia jest dla mnie najcenniejszą namacalną nagrodą za długie lata mojej walki. Walki z wiatrakami, ale walki. Cieszę się, że zwykły chłopak sprzed bloku bez grosza w kieszeni jedynie ze znalezioną śrubką jest w stanie wystartować w rajdzie, prawdziwym rajdzie. Niestety kosztem wszystkiego. Choćby wakacje, na których nie byłem od 22 lat. Z tego jestem dumny lecz cel leży gdzie indziej i chyba nie muszę go zdradzać. Dziękuję Kochani i  zrobię wszytko aby wrócić  jeszcze mocniejszym.

Celem końca to nie gra w berka kucanego i chcąc coś zrobić trzeba podejść jeszcze mądrzejszym i przemyślanym torem. W tej bitwie zamiast wyjść z tarczą ponieśli nas na tarczy, ale wojna trwa nadal. Poddając się wygrywasz zaledwie swoją klęskę. Do zobaczenia na OSach!

Co o tym myślisz ?

4 Wypowiedzi do “Po Rajdzie Karkonoskim”

  1. Oktan:

    Chudy nie kaftany tylko (cytuję): “egzorcysta by Ci się przydał” ;)

  2. slick:

    żółte książeczki, buahahahaha…. jesteście pojechani i za to was z Olą lubimy… Oktan – mega spokój i profi podejście – szacunek i dziękuję…

  3. Chudy:

    Oktan i tak trzymaj. Nam to chba kaftany powinni sprezentować. Książeczki zdrowia mamy żółte i chyba nie od parady ;)

  4. Oktan:

    Chudy ja chciałbym zdementować. Na dachu nie spieszno mi było do wyjścia (jak to Daga zauważyła nawet notatek nie wypuściłem) bo byłem pewien, że jak nas postawią pojedziemy dalej;)

ARCHIWUM

LINKI

SPONSORZY


26 Rajd Karkonoski Paweł Chudzinski/Oktawian Sokołowski