O MNIE...

Od wielu lat staram się realizować młodzieńcze marzenia. Emocje i adrenalina związane z jazdą dają mi ogromną frajdę. Poświęciłem wiele by zdobyć to co zdobyłem i nauczyć się to co umiem. Jednak przede mną jeszcze ogrom pracy i wierzę, że z moim uporem i determinacją zdobędę choćby ułamek z tego o czym marzę...

AKTUALNE OSIĄGNIĘCIA...

Trudna decyzja

Niestety nadszedł moment gdy jestem zmuszony zrobić dłuższą przerwę w ściganiu. Od bardzo wielu lat usiłowałem startować w wybiórczych rajdach zarówno jako pilot jak i w końcu kierowca. To wypełniało ogromną część mojego życia, które poświęciłem temu by zdobyć to czego od dziecka pragnąłem. Niestety z pułapu kogoś takiego jak ja czyli zwykłego chłopaka z blokowiska było mi cholernie ciężko by z czymkolwiek ruszyć. Brak grosza w kieszeni nie wróżył sukcesu. Dodatkowo w rodzinnym domu się nie przelewało zatem do wszystkiego musiałem dojść sam. Cóż, proza życia. Dlatego cieszę się, iż przez te wiele lat udawało mi się choćby stawać na starcie w poszczególnym rajdzie. Wierzcie mi ale był to trudny cel. By go osiągnąć musiałem poświęcić ogromem wyrzeczeń brnąc w niemożliwe. Pomimo tego, że rzeczywistość wyraźnie wskazywała zupełnie inny scenariusz zawsze wbrew wszystkiemu usiłowałem dopiąć swego. Bywało naprawdę ciężko. Z boku zapewne wyglądało to zgoła odmiennie lecz to tylko pozory. Dla przykładu nie byłem na wakacjach 23 lata. Nigdzie! Bywało często, że zamiast kupić choćby portki na tyłek musiałem kupić coś do samochodu. Oszczędzałem na wszystkim.

Wracając do rzeczy, po długiej serii przemyśleń doszedłem do wniosku, że muszę zrobić pauzę z uwagi na kilka czynników. Pierwszy to zdrowie, które pozostawia wiele do życzenia, gdyż dopadła mnie poważna choroba. Od kilku miesięcy jestem w trakcie intensywnej terapii medycznej, która niewykluczone, że potrwa nawet kilka lat. Dodam, że leczenie jest piekielnie drogie. Druga rzecz to mój wiek i kwestia zadbania o swoją przyszłość tą przyziemną. Kolokwialnie mówiąc trzeba chyba w końcu dorosnąć. Trzeci powód równie istotny to moja absencja w kraju co nastręczało zawsze wielu nerwów i stresów w przygotowaniu się do każdego startu. Nigdy nie trenowałem tym bardziej przed rajdem. Właściwie każdy start był jechany z partyzanta bez treningu. Zawsze przylatywałem przed rajdem i zwykle scenariusz był taki sam. Nieprzespane noce, gonitwa by wszystko załatwić i dokończyć przygotowanie wozu pomijając przy tym wszystko i wszystkich. Rajd był najważniejszy! Zawsze! Paranoja do kwadratu, ale nie poddawałem się. Na odległość chociażby najmniejsze formalności podczas przygotowań urastały do miana gigantycznych problemów. W tym sporcie najmniejszy detal potrafi narobić bałaganu i z pewnością narobi. Tym bardziej gdy z biegu trzeba momentami grzać na złamanie karku 200km/h. Poza tym wpływ na decyzję miał także mój temperament i podejście do sportu. Mianowicie nie interesuje mnie tylko udział w rajdzie. Nie! Interesuje mnie tylko walka o wygraną, a przynajmniej takie nastawienie. Nie potrafię przegrywać i nie radziłem sobie z tym, że ktoś jest ode mnie szybszy. Co nie oznacza braku pokory. Po prostu taki charakter. Porównywaliśmy z Oktanem także nasze on-boardy z konkurencją. Wniosek z nich płynący był prosty. W szybkich fragmentach byliśmy w stanie konkurować. Niestety obrywaliśmy i to sromotnie na każdym odejściu z wolniejszych zakrętów, a tych jak wiadomo w rajdach jest stosunkowo sporo. Jednak żaden to dla mnie powód do dumy. Zwycięzcy są na mecie i tylko tam! Równie dobrze nam szło także na wąskich partiach asfaltowych rajdów. Dziwna prawidłowość ale tak było. Również jeśli większość odcinka przebiegała z góry notowaliśmy na nich konkurencyjne czasy. Mimo to moje dotychczasowe starty niekoniecznie mi to umożliwiały zdobywanie tego czego chciałem choć bywały i skromne chwały. Te były pyrrusowymi zwycięstwami.

Zawsze problemem był sprzęt. Zawsze były braki i to duże. Ponadto bardzo często startowałem niesprawnym samochodem, którego efektem był brak mocy nawet fabrycznej, a gdzie do doinwestowanych mocnych wozów. To była walka z wiatrakami i to dosłownie. Pragnąłem konkurencyjny samochód. Niekoniecznie lepszy. Po prostu zbliżony. Marzyłem aby po ukończeniu choćby jednego OSu na mecie dowiedzieć się co potrafię nawet bez  treningów. Spojrzeć na wyniki i wiedzieć, że jeśli byłem wolniejszy to była tylko i wyłącznie moja wina. Nigdy się tego nie dowiedziałem bo zawsze byłem o kilka kroków za konkurencją dysponującą znacznie lepszym sprzętem. Nie chcę by zabrzmiało to jakbym rozczulał się. Nie! Gdybym się rozczulał to bym nigdzie nie wystartował! Cieszyły słowa pilotów, z którymi miałem przyjemność startować bo zawsze były pochlebne. Tym bardziej, że płynęły od ludzi, którzy obiektywnie mogli ocenić naszą jazdę bo wraz ze mną gnali po OSach.  Dla mnie niezwykle ważne lecz zależało mi na czymś innym. To były jednak płonne nadzieje, gdyż serce chciało, temperament także lecz technologia niekoniecznie pozwalała. Pomijam już brak jakichkolwiek treningów gdzie konkurencja nie wysiada z aut, a ja nawet na co dzień będąc za granicą nie posiadam auta. Z tego wynika wciąż wiele braków umiejętności, które posiadam. Tych jestem absolutnie świadomy lecz nie mogłem ich wypracować podczas treningów bo ich zwyczajnie nie miałem.

Obecnie udało się w końcu zbudować samochód konkurencyjny. W końcu posiadam auto, o którym marzyłem. Niestety nie przyjdzie mi już nim wystartować. Całą swoją drogę zwłaszcza z licznymi przygodami z lat młodzieńczych, a tych było wiele przelałem na papier i kiedyś postaram się wydać w formie książeczki o niewielkim bardzo ograniczonym nakładzie. Choćby dla tych, którzy byli przy mnie przez te wszystkie lata. Oczywiście żaden ze mnie autorytet by wydawać biografię. Biografię przypisuje się ludziom wielkim. Ja do nich nie należę. Jedynie spisałem swoją drogę w formie pamiętnika i tak to traktuję. Nic ponadto. Ci, którym przyjdzie kiedyś to przeczytać poznają szerzej tą drogę jakże krętą ale i przebojową. Celem końca chciałbym wszystkim i każdemu z osobna, którzy choćby w najmniejszy sposób przyłożył się do moich marzeń złożyć głęboki pokłon. Służyliście mi ogromną pomocą. Uważam, że to jest największa nagroda mojej walki. To, że poznałem tak wielu fenomenalnych ludzi, na których wiem, że mogę polegać. Trafiali się oczywiście również tacy, którzy byli wtedy gdy fala wznosząca. Natomiast gdy fala opadała znikali. Czy było warto? Zdecydowanie tak choć z dzisiejszym doświadczeniem obrałbym nieco inną drogę. Rajdy przede wszystkim nauczyły mnie charakteru i podejścia do wielu rzeczy. Ta walka ukształtowała moją osobowość w znaczący sposób co traktuję jako wartość dodaną.

Na pewno nie oznacza to, że zapomnę o rajdach. One spędzały sen z powiek przez większość mojego życia. W głowie kli mi się pewien pomysł ale póki co za wcześniej by o tym pisać. Póki co jednak muszę skupić się na swoim zdrowiu co jest absolutnym priorytetem. Kończąc ten wpis pragnę także przeprosić tych, którym moje marzenia mogły napsuć krwi i nerwów. Tych, którzy zarywali noce abym mógł wystartować, tym którzy bezinteresownie ofiarowywali mi swoją pomoc. Przeżyliśmy wspólnie oprócz nerwowych i trudnych chwil także te  piękne, a te pozostają w pamięci na całe życie. O każdym z Was pamiętam i szczerze doceniam, a było Was wielu. Cieszę się, że pomimo tak ogromnych trudności jakim stawialiśmy czoła nigdy nie brakowało Team Spirit i wiary w to co wspólnie robimy! Atmosfera dopisywała co na co kładłem zawsze nacisk. Kończąc dodam, że po tylu latach wciąż czuję się  tym samych chłopakiem sprzed bloku.

Co o tym myślisz ?

2 Wypowiedzi do “Trudna decyzja”

  1. Mama:

    Jestem z Ciebie bardzo dumna!!!!

  2. Amorek:

    No Paweł jestem w szoku, ale brawo! -zdrowie jest najważniejsze ,trzymaj się braszku no i do zobaczenia na OS.

ARCHIWUM

LINKI

SPONSORZY


26 Rajd Karkonoski Paweł Chudzinski/Oktawian Sokołowski